• 2 marca 2017

Romet Kadet – reaktywacja, cz.3 – JEDZIEMY!

Romet Kadet – reaktywacja, cz.3 – JEDZIEMY!

1024 768 e-mechanicus.pl

Witam Was po dłuuugiej przerwie! W końcu udało mi się wszystko poskładać w jedną całość. Efekt przedstawiam poniżej:

Po wielu godzinach spędzonych w garażu, godzinach spędzonych przy komputerze w poszukiwaniu części, kupie wydanych pieniędzy, moje marzenie czteroletniego chłopca siedzącego w mojej głowie zostało spełnione 🙂 Zapraszam do obejrzenia filmiku z pierwszego odpalenia 😀

Wiem, trochę słaby, ale to było w końcu 1sze odpalenie! Ani zapłon, ani gaźnik nie były dobrze ustawione, bo wtedy liczyła się dla mnie tylko króciutka przejażdżka. Efekt był zadowalający 🙂 I tak jeszcze dla porównania – Romecik przed ujrzeniem światła dziennego po ponad 20-stu latach na oborze, i po ponad roku remontu:

Podsumowanie:

do odrestaurowania jakiegokolwiek sprzętu, potrzebne są dwie waluty: godziny i złotówki. Jeżeli chodzi o to pierwsze, to potrzebowałem na to ok. 130 godzin, co w przeliczeniu wychodzi na ok. 16 dni roboczych. Na pewno można to zrobić wiele szybciej, ale na moje usprawiedliwienie mogę podać dwa powody – duży i mały.

Duży powód jest taki, że pierwszy raz podejmowałem się takiego zadania. Co prawda wcześniej spędziłem wiele czasu przy naprawach mojego poprzedniego wehikułu – Audi 80, ale przy tym często miałem fachową pomoc ojca – dawnego mechanika. Na temat jednośladów miał w zasadzie podobne pojęcie co ja, dlatego jego porady ograniczyły się do np. montażu łożysk w kartery. Jak złożyłbym jeszcze 2 razy takiego Kadeta, to podejrzewam, że czas kompletnego montażu zbiłbym do dwóch dni.

Mały powód jest taki, że naprawiałem niektóre elementy samemu, zamiast gdzieś kupić dobre, używane. Próbowałem wprowadzić też pewne ulepszenia (a jakże!), a mianowicie klakson 🙂 Nie podpinałem go do cewek bo nie chciałem ich za bardzo obciążać. Postanowiłem że podepnę go do 4 baterii AA schowanych w reflektorze. Efekt jest taki, że klakson działa bez odpalania silnika, nawet na wyłączonym zapłonie 😀

Ilość złotówek, jakie przeznaczyłem na motorower, to koszt ok. 2000zł. Tu też można było zaoszczędzić, chociażby na wale, którego kupiłem 2 sztuki (pierwszy pokrzywiłem przy montażu…). Gdybym wcześniej wiedział, że tajwański iskrownik jest taki #$%^&, to próbowałbym doprowadzić do stanu używalności stary. Mogłem nie kupować też nowego automatu zmiany biegów, ale stary – pomimo, że może jeszcze działał, to wyglądem nie mógł nikogo napawać optymizmem.

Apropo: w międzyczasie zajmowałem się remontem motorynki mojego wujka Michała. W dużym skrócie: parę lat temu odkupił ją od sąsiada, który sprzedawał wszystko, co miał, ponieważ przenosił się do Kanady. Krótka wymiana zdań, i kupił ją za… 200zł! I TO Z DOKUMENTAMI!!!!!11111 Motorynka ma białą blachę i do tej pory jest ubezpieczona. Co więcej: miała plomby na silniku! Właśnie, miała… Poniżej zdjęcie motorynki:

Na zdjęciu wygląda ładnie, ale rzeczywistość była trochę brutalniejsza. Motorynka od momentu wyjechania z fabryki w Bydgoszczy, nie była prawdopodobnie ani razu konserwowana. Wszędzie były luzy, dętka była dziurawa, no i co najważniejsze – nie odpalała. Raz była u jednego fachmana, który miał ją odpalić. Okazało się, że ten złodziej wymienił oryginalny tłok na nadwymiar Almota, wymienił kranik na chińską tandetę, skasował hajs ale jej nie odpalił. Dlatego uważajcie, komu oddajecie swój sprzęt! Postanowiłem, że pomogę wujkowi, ale z góry powiedziałem, że będę uczestniczyć w remoncie do pewnego etapu. Poza „głupotami” wymienionymi powyżej była jedna, poważna usterka. Po zdjęciu cylindra i tłoka zauważyliśmy (tzn. mój ojciec zauważył) krzywy korbowód. Wyglądem przypominał klucz wiolinowy. Wniosek był jeden: zrywamy plomby i robimy kapitalkę.

Ja wszystko rozebrałem, zawiozłem do lakierni proszkowej, kupiłem potrzebne części, i oddałem do poskładania do p. Wiesława – starego mechanika, który PRL-owskie sprzęty miał w jednym palcu. I jak by to powiedział Gajusz Juliusz Cezar: zobaczyłem, poskładałem, odpaliłem. Efekt (nie-)widoczny na zdjęciu:

Mówiąc krótko: wyglądała lepiej jak z fabryki. Polerowane pokrywy, pomalowane felgi, sprężyny, kolanko (oczywiście żaroodpornym) – jednym słowem – bajka. I w końcu to, do czego zmierzam: remont powyższej Motorynki zamknął się w kwocie 2200zł, wliczając paliwo na dojazdy, koszt całkowitego malowania 1000zł (jakbym zrobił tak samo jak przy Kadecie, to na pewno wyszłoby mniej, ale za to straciłbym dużo czasu) i koszt montażu, czego przy Kadecie z oczywistych względów nie liczyłem. Jakbym tak samo remontował Kadeta, to myślę, że mogłoby to kosztować ok. 2700-3000zł.

ZAKOŃCZENIE

Praca nad odrestaurowaniem Rometa pochłonęła dużo pieniędzy i jeszcze więcej czasu. Kosztowało mnie to też dużo nerwów. Bywały także chwile zwątpienia (chociażby ta rama…). Pomimo przeciwności losu, pracowałem nad nim z uporem maniaka, mając przed oczami małego szkraba, siedzącego na „motorze” z wielką chęcią pojeżdżenia na nim po polnych drogach. W końcu dopiąłem swego. Moment, w którym Romet „zagadał”, była bezcenna. Sam, własnymi rękami przywróciłem pojazd do żywych: rozebrałem, naprawiłem, poskładałem, odpaliłem, przejechałem 50 metrów, zgasiłem i schowałem do garażu. Czy to wszystko się opłacało?

STANOWCZO NIE. Po cholerę komu motorower, który:

  • nie może poruszać się po drogach publicznych
  • ma małą moc – miałem kiedyś skuter Hondę 50cm^3, który takie Romety wciągał nosem. Sprzedałem za 1100zł – trochę ponad połowa kosztów związanych z Kadetem. W porównaniu do Rometów, Honda była niezawodna, mocna (jechaliśmy raz nią we trójkę – i nie robiła ŻADNYCH sprzeciwów!) i spalała podobnie ilości benzyny co Romety. I nie trzeba było robić mieszanki!
  • ma wygląd co prawda klasyczny, ale umówmy się: pod robotą koledzy by mnie wyśmiali, jakbym takim podjechał.

No dobrze, a czy było warto?

OCZYWIŚCIE, ŻE TAK. Nauka, jaką niesie ta zabawa, jest nieoceniona. Zamiast siedzieć przy książkach, wiele więcej można zyskać przy pracy nad takim tematem. Jest to też sprawdzian dla nas samych: czy potrafimy dążyć do celu. Jeżeli w pewnym momencie rzucisz wszystko w kąt – to przegrałeś. Jeżeli poskładasz i odpalisz – to wygrałeś. A satysfakcja z odbudowy jest gwarantowana.

PS wujek, który mi go podarował, niestety zmarł. Nie mogłem się mu pochwalić jego-moim Rometem. Przy tej żałobnej okazji miałem chociaż okazję porozmawiać z jego synami. Dowiedziałem się, co się stało z tą ramą: wg Rafała,  poskładała się podczas normalnej jazdy… Podejrzewam, że wcześniej ktoś ją „pękł”, a definitywne połamanie było już tylko kwestią czasu. Pospawał ją jakiś gość gazami, ale jej nie ustawił odpowiednio, w wyniku czego Romecik zostawia dwa ślady. W międzyczasie był raz wyrejestrowany, żeby po pewnym czasie znowu go zarejestrować. Kolejna wizyta w Urzędzie Komunikacyjnym była ostateczna.